Banda bandycka

Z Kononopedia, encyklopedia US17

Obolały prezydent z podbitym okiem i obitymi jądrami (oboma) udzielający wywiadu. Nagranie zostało opublikowane przez Krzysztofa Niemieckiego dopiero pół roku po całym zajściu.

Banda bandyckagrupa meneli zorganizowana grupa przestępcza, która 11 września 2015 napadła i pobiła Krzysztofa Kononowicza w Pałacu Prezydenckim.

Członkowie bandy

W skład bandy bandyckiej wchodzili: Chomontowski Marek, Biały Marcin, tajemniczy Radosław N., Skórczyński Maciej oraz Wysocki Jakub. Kononowicz znał tożsamość dwóch pierwszych, gdyż przed wejściem do Belwederu spisano ich w kancelarii z dowodu osobistego[1]. Prezydent poznał ich kilka dni przed zdarzeniem – zaoferowali oni pomoc przy remoncie domu, za co gospodarz dał im trochę pieniędzy i postawił olkohol[1][2]. Skórczyński i Wysocki pomieszkiwali na Szkolnej. 11 września 2015 trzech członków bandy: Chomontowski, Biały i N. dopuściło się ataku na prezydenta[1][3][4][5]. Skopali go, pobili go po jądrach (obu) i ukradli pieniądze oraz sprzęt elektroniczny[1][3][5]. Zostali zatrzymani przez policję kilka godzin po zdarzeniu na skwerze Ludwika Zamenhofa w centrum Białegostoku[2].

Chomontowski Marek

W rzeczywistości nazywał się Marek Chomutowski i był największym ananasem z całej czeredy. Urodził się 12 grudnia 1961 w Białymstoku, mieszkał w Wasilkowie. Mózg bandy, multirecydywista, skazywany za gwałt ze szczególnym okrucieństwem i udział w bójce lub pobiciu. Znał Kononowicza, gdyż kilka dni przed napadem został przyprowadzony na Szkolną przez jednego z jego lokatorów[6]. Gdy dokonywał napaści, był poszukiwany przez policję, bo nie powrócił do zakładu karnego z przepustki[1][4]. Na procesie plątał się w zeznaniach[2][4]. Początkowo mówił, że tego dnia w ogóle nie odwiedził Nibembena[2]. Potem oznajmił, że nie czuje się winny, ale może zapłacić Knurowiczowi odszkodowanie[1]. Dopiero w mowach końcowych przyznał, że feralnego dnia był na Szkolnej, ale ma tak słaby wzrok, że nic nie widział[2]. Został skazany na 3,5 roku pierdelka i tysiąc złotych zadośćuczynienia[2][7].

Biały Marcin

Urodzony w 1978 roku, multirecydywista, mieszkaniec Białegostoku[1]. Poznał Kononowicza w tych samych okolicznościach co Chomontowski[6]. Pan bandyt – jak określił go Warmianin – groził mu, że zabije go, jeżeli ten powiadomi policję. Swoim telefonem komórkowym zrobił też zdjęcia dowodów osobistych Odyńca i jego lokatorów. Sąd wlepił mu 4,5 roku odsiadki i tysiąc złotych zadośćuczynienia[2][7].

Radosław N.

Urodzony w 1981 roku, podobnie jak pozostali miał bogatą kartotekę. Najbardziej tajemniczy z napastników[1]. Pochodził z Grajewa. Podczas ataku miał na sobie białą kurtkę. Był inicjatorem napadu i najbardziej brutalnym z bandziorów[6]. Jako pierwszy zaczął okładać Kononowicza i straszył, że pobije go młotkiem[7]. Podczas procesu twierdził, że nie zna w ogóle poszkodowanego[4][6]. Otrzymał wyrok 3,5 roku pozbawienia wolności, a także zobowiązany był zapłacić tysiąc złotych zadośćuczynienia[2][7]. Jako jedyny pojawił się na końcowej rozprawie, doprowadzony przez funkcjonariuszy z aresztu[2].

Skórczyński Maciej

Tam wiele było rzeczy science fiction – niewyjaśnionych, niezbadanych wręcz[2].
Chomontowski Marek o swoich wrażeniach z Pałacu Prezydenckiego

Skórczyński Maciej w momencie napadu mieszkał na Szkolnej i wpuścił sprawców do środka[8]. Jego udział w przestępstwie nie jest do końca jasny. Być może działał w porozumieniu z bandą, bo został zatrzymany przez policję razem z Białym i niejakim Wysockim Jakubem. Ponadto znaleziono u niego słuchawki, które padły łupem bandziorów. Na procesie pełnił funkcję świadka i zeznawał przeciwko złoczyńcom[9].

Wysocki Jakub

Nie brał bezpośredniego udziału w napadzie, ale pomagał Białemu Marcinowi w „przelaniu” pozyskanych pieniędzy[2]. Został aresztowany wraz z nim i Skórczyńskim[2]. Wcześniej znał ostatniego chuja Polski i bywał w belwederskiej noclegowni. Mieszkał Za Mostem, co świadczy, że na pewno musiał być nikczemnym osobnikiem.

Proces

Krzysztof Kononowicz w otoczeniu prawników na procesie bandy bandyckiej (2 czerwca 2016).

Proces bandy bandyckiej rozpoczął się 15 stycznia 2016 i trwał pół roku[5]. Biegli uznali Kononowicza za poczytalnego, toteż pełnił on na sprawie funkcję oskarżyciela posiłkowego[10]. Decyzja psychiatrów wzbudziła zdziwienie mediów, gdyż 13 czerwca 2012 Knur uniknął odpowiedzialności za znęcanie się nad bratem, ponieważ uznano go za osobę upośledzoną[10]. Podobna sytuacja miała miejsce podczas głośnej afery bombowej[4]. Wskutek tego orzeczenie biegłych uznano za osobliwe i niezrozumiałe[10].

2 czerwca 2016 roku ogłoszono wyrok w sprawie napadu – śledczy udowodnili opryszkom kradzież telefonu, słuchawek i 3000 złotych w gotówce[1][5][11]. Multirecydywista Biały Marcin dostał najwyższą karę – 4,5 roku więzienia[7]. Pozostali sprawcy dostali po 3,5 roku[7]. Każdy z nich musiał dodatkowo zapłacić Kononowiczowi po tysiąc złotych z tytułu częściowego naprawienia szkody[7]. Odleżynowicz domagał się 15 lat i 30 tysięcy złotych[1][7]. O wyższe kary wnioskował także prokurator[1][7]. Obrońcy oskarżonych wnosili o uniewinnienie[11]. Podkreślali, że prokuratura akt oskarżenia oparła wyłącznie na zeznaniach Kiernoza[11]. A te były niespójne i niejasne. W jego relacjach zmieniała się liczba sprawców, jak i poniesione straty, a na początku śledztwa nie wspominał nawet o młotku, którym mu grożono[11].

Zobacz też

Przypisy

Kononopedia oraz firmy z którymi współpracujemy wykorzystują pliki cookie. Dzięki ciasteczkom na Twoim urządzeniu możemy czasowo przechowywać informacje zapewniające prawidłowe działanie serwisu np. sesje logowania, bądź kontynuować przerwaną edycję artykułu.